30th Jan 2010
W drodze na sofę (6a+ V2)
Codzienny trening aby dojść do kompa w domu Maxa. Nam pomysł się bardzo podoba! Ze względu na długość dachu wycena chyba zaniżona :)30th Jan 2010
Codzienny trening aby dojść do kompa w domu Maxa. Nam pomysł się bardzo podoba! Ze względu na długość dachu wycena chyba zaniżona :)30th Jan 2010
W dniach 5-7 lutego 2010 w Gliwicach (5.02 ndash; Centrum Edukacyjno Kongresowe Politechniki Śląskiej) oraz w Szczyrku (5-7.02 ndash; Orle Gniazdo) wystartuje pierwsza edycja Festiwalu Goacute;rskiego WONDOacute;Ł CHALLENGE. Będzie to...Posted by under centrum |
30th Jan 2010
Babcie są malutkie. Mają pasiaste sweterki i kropkowane bluzeczki. I chusteczki w kwiatki. Mają szklane oczy rozmyte astygmatyzmem i sękate palce. Malutkie skarpetki, malutkie parciane buciki i wiklinowy koszyczek na zakupy. Babcie są leciutkie i lubią biały ser z miętą. Popijają herbatkę w przezroczystych białych szklankach na szklanych spodeczkach i stukają metalowymi łyżeczkami. Strzepują okruszki z ceratowych obrusów. Babcie boją się chuliganów i nie rozumieją telewizji. Pilnują przez okno czy truskawki ładnie rosną. Babcie wzdychają i chcą żeby było dobrze. Wycierają nóż po dżemie w fartuszek.Babcie dolewają soku do herbaty i kładą kołdrę na trawie.Stroją się przed lustrem i noszą wszystko o rozmiar za duże. Babcie kochają wnuczki i wnuczków. Siedzą przy oknach. I klepią się po zmarszczkach. Wieczorem modlą się przez malutkie usta. Babcie szurają butami i noszą brzydkie kamizelki. Bolą je nogi i serce. Mają łyżki do butów i metalowe naparstki z dziurkami. Jedzą ciasto łyżeczką. Babcie są śmieszne i wszystko rozumieją.30th Jan 2010
Lekcje religii w podstawówce jednak wnoszą coś ważnego do rozwoju człowieka, a dokładniej siedem grzechów głównych. Nieszczególnie umiem sobie wyobrazić przy konfesjonale osobę, która spowiada się z leżenia do góry brzuchem przez cały dzień, albo z obżarstwa na weselu. Gdy byłam dzieckiem to notorycznie zastanawiałam się czy ludzie grubi powinni częściej chodzić do spowiedzi. Dalej jest to dla mnie niejasne, skoro nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu jest uznawane grzech. Ale do rzeczy: nauki kościoła przychodzą nam z nieodzowną pomocą w kwestii takiej, jak efektywnie wykorzystywać bliźniego. Pycha - to przede wszystkim peccatum kapitalne, czyli tatuś i mamusia innych grzechów. Ile zdrad, oszustw, niegodziwości człowiek jest w stanie popełnić pod wpływem komplementu… Prawdopodobnie więcej, niż pod groźbą rozstrzelania. Znamienne jest to, że ten, kto nas chwali i podziwia jest zawsze dobry i mądry (jeśli nie wspaniały). Kto by w głębi duszy nie chciał mieć u swego boku osobę, która byłaby niczym nastawiona na wieczność katarynka z pochlebstwami? Ostatecznie zakochujemy się w tych, w którzy umieją nas przekonać do własnej wyjątkowości. Bez próżności stosunki damsko-męskie byłyby ogólnie niemożliwe.W przypadku intelektualistów zręczny podliz, który ma odnieść skutek nie może być wulgarny, trzeba działać sposobem i nie wprost. Wykształconemu człowiekowi nie powiemy „jesteś taki dobry, pożycz mi pieniądze”. Trzeba rozwinąć cały wachlarz subtelnych środków, jak „powiedziałbym ci o mej rozpaczliwej sytuacji, ale zbyt lękam się, iż z dobroci serca sam wpadniesz dla mnie w tarapaty, ble, ble”. Spryt jednego, a pycha drugiego jest gwarancją powodzenia wszelkiego przedsięwzięcia, przy czym każda ze stron będzie zadowolona.Bardzo zabawnym zjawiskiem jest próżny mężczyzna (jak to napisał d’Arthez do Ewy o jej bracie Lucjanie w „Cierpieniach Wynalazcy”: „Jest to, niech mi Pani pozwoli powiedzieć, kobieciątko, które lubi błyszczeć”). Próżność kobieca jest dobrze znana i omówiona steki razy. Wszystkie reguły dżentelmeństwa zostały w gruncie rzeczy obmyślane tak, aby jej nie urazić. Dlatego też owiele ciekawszy jest mężczyzna, który na przykład pragnie uchodzić za pięknego i zdolnego, a w żadnym wypadku nie jest. Podstawowym (i jedynym) jego orężem będzie słowo. Mężczyźni, którzy się przechwalają ku własnej zgubie uważają za mądre kobiety te, które im wierzą bądź tylko udają, a za głupie i płytkie te, które się z nich śmieją, podczas gdy jest zupełnie odwrotnie. Oczywiście nie tylko ludzie urodziwi i mądrzy rozkoszują się sami sobą. Próżny może być brzydal, imbecyl, czy biedak. Co jest ewenementem – niska samoocena wcale nie przeszkadza w pysze. U pewnego człowieka, którego poznałam trudno jest stwierdzić, co jest jego prawdziwym stanem – rój kompleksów, czy rozpierająca go duma, która przeziera z każdej wypowiedzi. Osobiście za każdym razem dębieję ze zdumienia na tę mieszankę. Strzeżcie się, gdy ktoś w ciągu kwadransa mówi „Jestem bardzo wrażliwy” łącznie z „Znam swoją wartość”, albo co gorsza raz, a bez ogródek: „tak już w życiu głupio robię, że jestem bardzo dobry dla innych.”Jedna rzecz mi się nadzwyczaj ostatnio spodobała, a wyczytałam ją w Niedzieli, w wykładzie ks. Antoniego Tatary. Księdzu chodziło o to, że człowiek pyszny to taki, który nie umie przeprosić, prosić, ani przyjmować, bo powstrzymuje go przed tym zagięta w niewłaściwą stronę duma.Posted by under peccatum, boku, serca, skoro, ble, albo, kto, sobie, jej, pod, nam, iej |
30th Jan 2010
Znowu zasnęłam z kluczami w drzwiach na klatce. Tym razem ich tam rano nie było. Laptop pod pachę, biżuteria do torebki, a płty DVD do reklamówki - o, takiego! (Gest kozakiewicza)Brudna bielizna - zostaje, niech sobie pogrzebią.Śmiecie - proszę bardzo. Niech szukąją odcinków z numerami kont bankowych, gdy w środku sam ogryzki i kubeczki po jogurtach.Pozostaje napisać list."Drogi złodziejuW moim domu nie znajdziesz niczego wartościowego. Wiem, że wyjąłeś klucze, które zostawiłam na klatce i liczyłeś pewnie, że złapałeś byka za złote rogi. Odczekałeś aż wyjdę do pracy i sądziłeś, że za to, co tutaj posiadam zafundujesz sobie, a może także żonie i dzieciom, wycieczkę w Hiszpanii. Prawdopodobnie Twój kompan w tym momencie klnie na całe gardło i nazywa Cię idiotą.Wiedz, że mój chłopak jest policjantem, do tego pracoholikiem z chorą pasją do tego zawodu i najprawdopodobniej jeszcze dziś wieczorem pojawi się tu i będzie do rana zbierał odciski palców, przez co nie pójdziemy dziś do kina, natomiast Ty pójdziesz do więzienia.Po drugie zamki wymienię natychmiast, więc nie masz co liczyć, że wpadniesz innym razem, gdy przyniosę więcej rzeczy. Ponieważ, jak sam widzisz, nie może być w tej sytuacji dla Ciebie żadnej możliwej korzyści, proszę odłóż klucze na stoliku w kuchni, chociaż ogarnij ten bałagan, który zrobiłeś ze swoim kolegą i opuść moje mieszkanie natychmiast. Sylwia"List włożyłam do sekretarzyka. Objuczona tobołami i z miotającą się u nóg psiną wychodzę. Przypomniałam sobie jeszcze o butach, które kupiłam przedwczoraj. Postanawiam je zapakować. Schylam się, a klucze się znajdują. Posted by under kompan, mki, moim, drugie, kont, masz, tej, pod, ty, nbsp |
30th Jan 2010
Szpital służy do przedłużania życia, ale na wszelki wypadek pamięta się także o kaplicy. W szpitalu przy Al. Kraśnickich jest dyskretnie schowana na minus pierwszym piętrze. Na tym samym poziomie znajduje bar i salon fryzjerski. Do segmentu prowadzą przeszklone drzwi, na których jest przylepiona strzałka, która informuje, że do fryzjera i do kaplicy idzie się w tę samą stronę. Barek trudniej znaleźć. Jeśli ktoś chce zrobić sobie manikiur, albo zamówić frytki może omyłkowo trafić do pomieszczenia gdzie ktoś cały we łzach żegna się z bliską osobą, albo zabłądzić w korytarzach, gdzie unosi się woń stołówki: palony tłuszcz, smażone mięso, gotowana kapusta, może jakaś cebulka. Na parkingu stoi budka ze strażnikiem, który pobiera opłaty. Placu strzeże z każdej strony szlaban. Innego miejsca, aby zostawić samochód nie ma. Upiorny bladoniebieski budynek wygląda, jakby był w całości ułożony z łazienkowych, śliskich kafelków. Dzieli się na niezliczoną ilość pięter i bloków. Poszczególne części szpitala są zlepione łącznikami. To przejścia pomiędzy światami poszczególnych chorych: neurologia, gastrologia, nefrologia, ortopedia, choroby zakaźne, urazy – to wszystko zespoły pomieszczeń, które grupują ludzi wedle ich dolegliwości. Hole są wyłożone płytkami PCV, prawdopodobnie tymi samymi od kilkudziesięciu lat. Przez stare okna do sal swobodnie dostaje się zimno i wiatr. Na każdym oddziale stoi rodzaj recepcji, a za nią tajemnicze drzwi z napisem „pokój socjalny”. Jak na ogromną tak ilość ludzi ukrytych w bocznych pokoikach jest przerażająco cicho.Największy ruch panuje na parterze szpitala. Tam jest mnóstwo sklepików, które oferują rozmaite artykuły po zbójeckich cenach: ciapy, które można kupić na targu za pięć złotych tam kosztują ponad dwadzieścia, najpospolitszy szlafrok – ponad sto. Zza witryn spoglądają podświetlone ciasta – kremowe, orzechowe, posypane czekoladą, z nierówną powierzchnią wytłoczoną migdałami i wyświecone galaretką. Są kosmetyki, perfumy, książki. W salonie piękności można zrobić hennę brwi. Zadbane babcie w zwykłych ubraniach spacerują pomiędzy kramikami. Że są kuracjuszkami szpitala zdradzają tylko założone na opuchnięte nogi ciapy. Poziom minus pierwszy jest najbardziej tajemniczy. Niewiele tam ogólnie dostępnych pomieszczeń, więc oszczędza się na świetle. Jest też ciaśniej, niż na piętrach, a większość drzwi jest pozamykana. Trudno tam spotkać żywego ducha. Choć wyczuwa się, że jest to teren po części zakazany, nikt go nie pilnuje. Podziemie w ogóle nie przypomina szpitala. W pewnym momencie krajobraz charakterystyczny dla instytucji (malowane farbą olejną ściany, brak detali, rzędy drzwi) zamienia się w magazyn z przedziwnymi białymi kaflami i ogromnymi rurami. Jak informuje karteczka umieszczona przy windzie: na minus pierwszym można bezpłatnie skorzystać z Internetu.Winda rozwozi lekarzy, pacjentów i ich rodziny pomiędzy światami poszczególnych chorób. W każdym bloku na niebieskiej tablicy znajduje się rozpiska co jest leczone na którym piętrze. Na kontrolce przycisków w windzie, pod dwoma rzędami kwadratowych, metalicznych guzików znajduje się obowiązkowo malutki, absurdalny zameczek. Jeśli lekarz włoży do niego kluczyk i wciśnie przycisk: „jazda specjalna”, a następnie numer piętra, to wszystkie inne kursy zostają anulowane i pasażerowie chcąc, nie chcąc jadą we wskazane miejsce. Wymyślono to prawdopodobnie jako ułatwienie w niesieniu pomocy w nagłych przypadkachKażde piętro ma swój przedsionek. Stoją tam krzesełka, stolik, czasem automat z kawą. To strefa wolna od choroby. Panuje atmosfera bezpieczeństwa i dlatego pacjenci jeśli tylko mają wybór, to wolą tam rozmawiać z rodzinami. Szpitalne oddziały mają bardzo podobną architekturę – centralny korytarz, a po bokach sale z chorymi. Ten model komunikacji zakłada czekanie. Czy to pielęgniarka, czy to ordynator, czy salowa – każda z tych osób odwiedza wszystkie pomieszczenia w porządku od początku do końca. Dzwonki służące do przywoływania pomocy są nieskuteczne. Kolejka dotyczy jednakowo wszelkich spraw – zakrztuszeń, potrzeb fizjologicznych, fanaberii czy gwałtownych pogorszeń. Dzwonki rozlegają się rzadko. Wszystkie sale zakładają leżenie. Nieliczne krzesła, ustawione przy łóżkach raczej służą pomocniczo. Łóżka natomiast są specyficzne – materac jest otoczony metalowymi zaporami, aby chory w czasie snu nie spadł na podłogę. Można je bez problemu wyjąć, a wtedy jednym pociągnięciem ręki sanitariusza można przetransportować schorowane ciało na nosze. Niebywale funkcjonalna metalowa krata wydaje jednak upiorne jęki.Na łóżkach leżą głównie ludzie starzy. Niektórzy się prawie wcale nie poruszają. Większość w ciągu dnia znajduje sobie jakieś rozrywki – ogląda telewizję, chodzi na parter popatrzeć na sklepowe wystawy, spaceruje po holu i ogląda innych chorych. Wizyta rodziny należy do rzadkości. Spektakularny widok starca otoczonego wianuszkiem nachylonych osób trwa krótko i zazwyczaj się nie powtarza. Nie dziwi to, ponieważ panuje zaduch, a w powietrzu nierzadko unosi się woń potu i ekskrementów. Czasem subtelna, w innych wypadkach całkiem świeża. Blade twarze chorych dramatycznie podkreślone bielą pościeli zdradzają rezygnację. Zastygają w uśpieniu lub za pomocą chciwych oczu wypatrują najmniejszego ruchu. Znakomita większość tych obliczy przypomina żywe trupki. Zastałe powietrze powoduje, że skóra żółknie, a przymus czekania na wszystko sprawia, że chorym w znużeniu opadają powieki i wyglądają jakby już skonali. Trudno ocenić kto z nich śpi.Posted by under budka, kapusta, ciasta, ortopedia, acu, pcv, neurologia, ruch, sobie, strony, aby, tam |
30th Jan 2010
W kawiarni siedzą dwie młode kobiety. Pchnie papierosami i perfumami.- Nie sądzę kochanie – wyrokuje blondynka. Zerka przez ramię. Okrągła, dobrze ukrwiona twarz i pucołowate policzki. Proste, czarne brwi, zupełnie nie pasujące do złotych loczków. Wstaje i rzuca na odchodnym: - Myślę, że po prostu miał do ciebie interes. Mężczyźni nie są mili bez powodu.Wędruje do toalety. Korpus wyraźnie dłuższy od nóg. Wystający brzuch i wypięty tyłek. Porusza się niezgrabnym, ciężkim krokiem. Z ciała dziewczyny, które lada moment stanie się ciałem baby bije jakaś wywodząca się z prymitywizmu witalność. Odwróciło się za nią kilka głów.Przy stoliku została niepozorna, mysia szatynka. Za duży nos, za chude palce, karykaturalnie zredukowana i cofnięta broda. Wielkie, okrągłe czoło. Jedyną ozdobą ziemistej skóry bez śladu rumieńca są zachwycająco wyraziste oczy. Mamle łyżeczką w ciastku. Brązowo kremowa porcja trafia do ust maleńkich i ściśniętych. Na przemian je i wzdycha. Koleżanka wraca i z nadwyżką ją zasłania.- Zjadłam dzisiaj dwie kanapki z serem i jogurt. Odchudzam się do spodni. Wprawdzie wszyscy mi mówią, że nie muszę, ale to tylko tak, żeby się lepiej czuć – na dowód poklepała się po biuście.- Nie musisz – stęknięcie jak echo wydobyło się z chudej szatynki.- No…ty to byś mogła trochę przybrać dla odmiany – ręka blondyny nadal spoczywa na piersi wypiętej dumnie jak trofeum. Świdruje przyjaciółkę ledwie widocznym oczkiem. Na górnej powiece powoli odkłada jej się tłuszczyk. Aktualnie twarz ma bezczelny, kaukaski wyraz.Zapada cisza. Szatynka dla odmiany się garbi. Krzyżuje ręce na miejscu, gdzie powinien się znajdować biust, a gdzie biegną kolorowe pasy na sweterku. Na wielkim czole tworzą się błyskawicznie, jedna po drugiej, zmarszczki. Złotowłosa Jagna uświadamia sobie powoli, że czymś swoją koleżankę uraziła. W ciemnych zakamarkach świadomości zaczyna świtać coś na kształt wrażliwości. Szuka rozpaczliwie jakiegoś słówka, które by wprowadziło trochę wesołości w niemiłą atmosferę. Bitwę myśli odzwierciedla dłubiący w przednich zębach język. Znalazła. Dłubanina ustaje. Przez okno kawiarni wpada, łagodne, szare, słoneczne światło. Robi się jakby cieplej, w całym pomieszczeniu zapada intymna atmosfera.- Słuchaj, nie martw się, mnie się robią kurze łapki – i przysuwa twarz do zmarszczonego jak zeschnięte jabłko oblicza przyjaciółki. Mysia szatynka, po raz wtóry nazwana w swojej brzydocie, zdobywa się na heroizm. – Ale tego wcale nie widać. Bardzo ładnie wyglądasz – odpowiada.Blondyna rozpromieniona. Zarzuca grzywą do tyłu. Z jej gardła rozbrzmiewa krótkie, uwodzicielskie „ha, ha”. Wyprostowała się, wypięła i pełnym głosem rzekła: - Twoich też w zasadzie nie widać. Może trochę na czole. Ale poza tym, może być.Posted by under jagna, porus, mysia, aktual, pasy, korpus, pch, proste, c4, dziewczyny, kobiety, cis, c5, kilka, 2c, sobie, ust, sz, ty, od |
30th Jan 2010
Dziwactwa, po prostu dziwactwa, a w dodatku jedno za drugim.Pani w skarpetach na buty. Długi, kobaltowy płaszcz. Kok na głowie i dwa blade, podtopionie w słomkowych białkach, nierówne z powodu astygmatyzmu krążki. Patrząc w jej oczy nie sposób nie pomyśleć o żółtaczce. Ręce z widocznymi żyłami, widocznie wielokrotnie się kąpały w najtańszych płynach do mycia naczyń. Biały nalot na naskórku i wygryzione, byle jak powbijane w opuszki palców paznokcie. Były to dłonie osoby, która się nie oszczędza, a zimą nie nosi nawet rękawiczek. Zaciskała je na przetartej na biało reklamówce – wstrętnej, brudnej, z gołą babą i chyba z lat dziewięćdziesiątych. Nagle ta kobieta, nie wiadomo czy pijaczka, czy zaniedbana pani domu przypuściła atak – Gdzie moje dwadzieścia dwa deko wędliny?Sklep był mały, wręcz intymny. Ekspedientki milczały z minami sfinksów. Albo uważały, że baba jest szalona, albo że ja jej naprawdę ukradłam wędlinę. Z sekundy na sekundę robiło się coraz bardziej niezręcznie. Oskarżenie o jakąś małą, podłą kradzież nawet najporządniejszej osoby, choćby to był sam papież, zawsze niesie posmak sensacji napędzanej nadzieją, że a może uda się zaraz zdemaskować czyjąś nikczemność. Wiadomo, że nie ma lepszego moralnego pokrzepienia dla człowieka, niż przyłapanie bliźniego na złym uczynku. Ucichły odgłosy gmerania na półkach. Ja krok, ona krok. Dreptała tak za mną z nieustępliwością i nachalnością, jakaś coraz bardziej wczepiona. Szturchnęła mnie w ramię i natrętnie znowu zapytała – Co z tą wędliną?W takich sytuacjach i złodziej, i niewinny robią to samo. Wyszłam, a baba w skarpetach za mną. W wyrazie jej twarzy do uprzedniej determinacji dołączyło jakieś dziwne, wręcz nastoletnie onieśmielenie. Była czymś ewidentnie uwiedziona. Ruszyłyśmy gęsiego w kierunku przeciwnym do mojego domu, wzdłuż słabo oświetlonej, częściowo przebudowywanej uliczki.Tym, co mnie od niej odgradzało, że nie miała ostatecznej odwagi się zbliżyć, była moja normalność. Ona się jej bała. Ostrze tak zwanej zdrowej osoby utrzymywało ją, wariatkę na odległość kilku kroków. Ale wieczorem, bez śladu żywego ducha, te dwie kategorie łatwo się mieszają. Noc to dobra pora dla wariata, który przez cały dzień jest w defensywie. W stosunku osobowym jeden do jednego to była kwestia kilku chwil nim ona to pojmie i nabierze śmiałości. I im bardziej stawała się uświadomiona, tym mniej ja szłam, a więcej uciekałam. Chodnik chwilami znikał pod stopami zamieniając się w lepkie grzęzawisko. Przez brzydkie, brunatne, śniegowe błoto goniła mnie. Nie miała zamiaru odpuścić, ta pogoń wyraźnie wzbudziła w niej jakieś pierwotne instynkty. Zrobiłyśmy koło. Nieopodal tego samego sklepu wreszcie wygrała - mnie ubyło, jej przybyło, bo ona, w pojedynkę w swojej głowie, była samowystarczalna, a ja dla bezpieczeństwa potrzebowałam innych ludzi.Przełknęła katar, puściła reklamówkę i zaczęła się z tyłu na mnie wieszać. Z ust pachniało jej świeżo zjedzoną szynką. Przylepiona do moich pleców otoczyła mnie rękami. Ale nie żeby dusić, tylko ściskać. Westchnęła przy tym tak, że aż nią zarzucało. Po chwili złapała swoją siatkę i zwyczajnie uciekła.Posted by under pani domu, paznokcie, minami, krok, nagle, kok, baba, albo, ona, jej, moja, blade, od |
30th Jan 2010
img src="http://www.elif.pl/zdjecia/5307.jpg" alt="moda wiosna lato" /br /Wraz z końcem jednego sezonu rozkwita następny. Podobnie jest z kolekcją marki a href="http://www.elif.pl/bgn,9787.html"BGN/a. To cykl trendów wpisany w rytm mody. Projektanci BGN natchnienie czerpią nie tylko ze świata mody, ale wszystkiego co nas otacza: architektury, sztuki, fotografii, natury. Posted by under wiosna lato, otac, elif, mody, fotografii, br |
30th Jan 2010
img src="http://www.elif.pl/zdjecia/5311.jpg" alt="woda" /br /Każdy świadomy swego zdrowia człowiek wie jak potrzebna jest mu odpowiedniej jakości woda. Wszak to źródło życia dla każdej najmniejszej komórki naszego ciała. Mamy już coraz większą wiedzę o tym dlaczego trzeba ją pić, dlaczego ważna jest odpowiednia ilość a kluczem do zdrowia i długowieczności jest jakość. 30th Jan 2010
img src="http://www.elif.pl/zdjecia/5313.jpg" alt="keyboardy" /br /Od setek lat powszechnie wiadomo, że muzyka wpływa na nasze nastroje i emocje, uspokaja, poprawia nastrój i rozładowuje stres, albo irytuje, pobudza agresje. Naukowo stwierdzono, że dzięki muzyce można wspierać i stymulować zmysły dzieci, a przez to rozwijać ich wrodzone talenty. Udowadnia to jak ważnym staje się dbałość o edukacje muzyczną dziecka od najmłodszych lat. 30th Jan 2010
img src="http://www.elif.pl/zdjecia/5316.jpg" alt="Harley-Davidson Forty-Eight" /br /Nowy a href="http://www.elif.pl/harley-davidson,6206.html"Harley-Davidson/a Forty-Eight to fabryczny motocykl typu custom zbudowanym na bazie legendarnej linii Sportster. Posted by under harley davidson, elif, legendy, nowe, br |
30th Jan 2010
img src="http://www.elif.pl/zdjecia/5321.jpg" alt="walentynki kosmetyki" /br /Z pielęgnacją uczuć jest jak z dbaniem o wygląd i kondycję naszego ciała. Staramy się zwykle pamiętać o codziennych, najważniejszych rytuałach, a tylko od czasu do czasu potrafimy zaskoczyć sami siebie i kogoś nam bliskiego czymś nowym i wymagającym trochę wysiłku czy dodatkowych przygotowań. Posted by under elif, kosmetyki, ego, walentynki, nam, od, dbam |